IPhone, smartfony, lustrzanki oraz Pan Canon i klątwa

Zdjęcie aparatu Canon z wysuniętym objektywem
Lustrzanka nie dla każdego

Wyspa Key West, najdalej na południe wysunięta część Stanów Zjednoczonych. Piękne miejsce na wypoczynek. Średnia roczna temperatura 26°C oraz urok tego miejsca i indiańska klątwa ciążąca nad wyspą powodują, że jest celem licznych odwiedzin. Jedną z jej atrakcji jest The Southernmost Point, symbolizujący geograficzny koniec Ameryki obelisk. Turyści ustawiają się w kolejce, aby zrobić sobie przy nim zdjęcie. Też sobie zrobiłem. Czym? IPhone’m. Za mną stało małżeństwo z dzieckiem. Panu na piersi dumnie spoczywała lustrzanka firmy Canon. Gdy przyszła ich kolej upamiętnienia wizyty w tym miejscu, żona pana Canona stanęła z dzieckiem przed obiektywem. I się zaczęło, pan bawił się ustawieniami, żona wyglądała na coraz bardziej zniecierpliwioną, a kolejka rosła. Obserwowałem to z rozbawieniem. Po dłuższej chwili, gdy jego żona wyglądała już raczej na huragan, pan odłożył lustrzankę Canona mówiąc: ”This is 1000 $ crap camera”, sięgnął do kieszeni i wyciągnął iPhone’a. Pstryk. Kolejka i rodzina odetchnęła z ulgą. Da się?

Ostatnio mój kolega fotograf Grzegorz Ziemiański z fotohuta.pl w temacie robienia zdjęć smartfonami powiedział, że dla niego sens mają tylko lustrzanki. Tak, jest profesjonalistą, wie, co z nimi zrobić. Przytoczyłem mu powyższą historię. Co stwierdził? ”Na lustrzanki powinno być pozwolenie” i trudno się z nim nie zgodzić.

Paweł Okopień z serwisu MyApple.pl po powrocie z tegorocznych targów CES zamieścił na stronie wpis pt. ”Ostatni raz na targi zabrałem aparat. iPhone naprawdę je zabił”, gdzie przedstawił swoją opinię w tym temacie. Zgadzam się z nim. Sam na moje wyjazdy nie zabieram już innego aparatu niż ten w iPhonie. Odwiedzam różne ciekawe miejsca warte upamiętnienia na zdjęciach. Większość zabrałaby w tym celu profesjonalny sprzęt, lustrzanki, 3 obiektywy, kamery. Też tak kiedyś robiłem, kupiłem dobrą kamerę Panasonica, przepłaciłem za nią, ale sprzedawca powiedział, że oglądając później film poczuję jak było gorąco… No i co? Było, ale jest zbyt duża, nieporęczna i trzeba ją nosić w futerale na ramieniu. Po tamtym wyjeździe nie opuszcza już szafki. Aparat? Mam Sony, rewelacja, ale skończyłem z nim, gdy będąc na Chińskim Wielkim Murze w zimie po kilku zdjęciach bateria padła na mrozie. Zastąpił go iPhone wyciągany z ciepłej kieszeni na pstryknięcie fotki. I jak wyszły?

Po powrocie wysłałem je mailem mojej mamie. Zobaczył je też mój wujek i zapytał, czym je robiłem, bo dobrze wyszły. To ładnie, rodzina mnie chwali. Tak, rodzina, ale mój wujek zajmował się fotografią już w latach 70/80-tych zdobywając nagrody. Pamiętam jedno zdjęcie, gdy byłem mały, reklamowało w Krakowie wystawę fotografii. Do tej pory wujek używa tylko lustrzanek i pochwała zdjęć wykonanych iPhonem to kolejny dowód, że się da.

Wracając do wpisu Pawła na MyApple.pl. Pod linkiem do niego zamieszczonym na Facebook’u przeczytałem kilka komentarzy. Oczywiście zaraz pojawiły się głosy o tym, że zdjęcia ze smartfona nigdy nie dorównają tym z lustrzanki. Dla profesjonalistów w większości nigdy, ale ilu z komentujących nimi było, a ilu, jak pan Canon, chciało za takich uchodzić? Nie wystarczy kupić dobrego aparatu i powiesić go na piersi, trzeba potrafić się nim posługiwać. Raczej jest tak jak powiedział Grzesiek Ziemiański o wydawaniu pozwoleń na ich używanie. Dla potrzeb przeciętnego Kowalskiego, Smitha czy Wonga wystarcza aparat wbudowany w smartfona. Ile osób wywołuje zdjęcia, a ile przechowuje je tylko na dysku lub w chmurze? Robiąc zdjęcia na targach CES będą służyły ilustrowaniu wpisów na dany temat, nie sądzę, żeby Paweł Okopień umieszczał je później w ramkach na ścianie, no chyba, że pstryknął sobie fotkę z odwiedzającym targi Shaquillem O’Nealem… ja bym powiesił.

W 2013 słowo „selfie” zostało uznane przez redaktorów Oxford Dictionary słowem roku, a w 2014 amerykański Time na swojej liście największych innowacji umieścił selfie stick, czyli przyrząd do wykonywania lepszych selfie. To taki teleskopowy patyk, na końcu którego umieszcza się oczywiście smartfona i pstryka selfie w większej perspektywie… do zdjęcia z mierzącym 217 cm O’Nealem jak znalazł. Pomijając śmieszność tego rozwiązania widuję coraz więcej osób z selfie patykami/monopodami. Na ostatnim Sylwestrze widziałem dwójke dj-ów fotografujących się za konsolą… Było to tym bardziej śmieszne, gdyż klub znajduje się w byłym kościele, a dj-ka na ambonie. Nie, to nie była impreza satanistyczna. Trudno sobie wyobrazić montaż lustrzanki w taki sposób i to, że selfie zyskały taką popularność bez smartfonów. Teraz nawet tacy producenci jak Canon i Nikon wypuszczają własne aparaty do samoje… selfie. Canon PowerShot N2 został wyposażony w odchylany o 180° wyświetlacz i specjalny tryb Selfie, Nikon CoolPix S6900, prócz obrotowego wyświetlacza, jest wyposażony w spust migawki umieszczony na frontowym panelu dla łatwiejszego dostępu. Oba modele wyposażono dodatkowo w moduły WiFi i NFC, aby sweetfocie zbyt długo nie czekały na publikacje. W dzisiejszych czasach liczy się szybkość i bycie online i tak, jak producenci smartfonów starają się, aby ich mobilne aparaty oferowały coraz lepszą jakość zdjęć, tak producenci aparatów próbują ratować sprzedaż wprowadzając funkcje podpatrzone w smartfonach.

Gdzie wędruje większość zdjęć często natychmiast po ich wykonaniu? Na portale społecznościowe i serwisy służące udostępnianiu zdjęć online typu Facebook, Instagram, Snapchat, Twiter, Flickr etc. Ułatwiają to właśnie smartfony. Robimy zdjęcie, tapiemy w „Udostępnij” i już nasi znajomi czy zupełnie obcy ludzie mogą je oglądać. Przodują w tym te bardziej i mniej udane ujęcia wykonane przez użytkowników iPhone’ów. Jak podał ostatnio wymieniony przeze mnie serwis Flickr w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych modeli urządzeń mobilnych, z których zdjęcia tam opublikowano, było 7 urządzeń od firmy Apple, w tym zajmowały miejsca od 1 do 4. W zdjęciach w ogóle, tych z aparatów mobilnych, kompaktów i lustrzanek, iPhone zajął drugie miejsce za Canonem, a przed takimi firmami jak Nikon i Sony.

Grzesiek powiedział mi, że to dlatego, że iPhone jest modny. Tak, jest. Stanowi jednak 13% rynku smartfonów, a urządzenia z systemem Android 85% i nie jest to przecież sprzęt profesjonalny. Moda nie ma w statystykach mobilnego fotografowania w takim przypadku żadnego znaczenia. Liczy się jakość i dostępność.

W The Verge przeczytałem artykuł jednego z uczestników targów CES, nosił on tytuł: ”Jeżeli chcecie pokonać iPhone’a, musicie pokonać jego aparat”. Autor nie jest fanem smartfona z Cupertino, jak napisał ”nie chce iPhone’a, chce jego aparat”. Opisuje tam sytuację, kiedy sam chcąc zrobić zdjęcie ustawiał ostrość na swoim smartfonie z Androidem, a obok niego stanął, posiadacz lśniącego iPhone’a 6 pstryknął ostre, idealne zdjęcie w pierwszym podejściu i poszedł dalej zanim ten ustawił ostrość.

Autor wskazuje na potrzebę polepszenia przez innych producentów swoich mobilnych aparatów pod dyktando tego, co oferują produkty Apple. Zwiększenia ich szybkości, ułatwienia interfejsu i poprawy optyki, co i w innych kategoriach robi firma z Cupertino. Liczy się optymalizacja software’u z hardware’m, a nie wyścig na lepszą specyfikację. Jak powiedział, na targach widział więcej nowych iPhone’ów w rękach odwiedzających stoiska, niż było na nich wystawianych modeli smartfonów z Androidem. Pewnie spotkał też ekipę serwisu MyApple…

Pod wpisem „Ostatni raz na targi zabrałem aparat. iPhone naprawdę je zabił” przeczytałem też komentarz: ”jaki redaktor takie zdjęcia”. Jeżeli jego autorowi chodziło o sposób, w jaki Paweł Okopień wykonał swoje zdjęcia, to nie jest on jedynym dziennikarzem wykorzystującym iPhone’a. W 2011 roku uznany fotoreporter Damon Winter pracujący dla ”The New York Times”, przebywając wśród amerykańskich żołnierzy w Afganistanie przygotował swój esej fotograficzny ”A Grunt’s Life”. Czym? iPhone’m. A w 68 edycji znanego konkursu dla fotoreporterów ”Pictures of the Year International” zdobył za niego trzecią nagrodę w kategorii ”Feature Picture Story”. I co? Nie zależało to od narzędzia pracy. Był za to krytykowany, jednak jak powiedział, fotografowanie iPhone’m pozwoliło mu bardziej wtopić się w otoczenie, gdyż żołnierze również używali smartfonów do robienia sobie zdjęć. Specyfika zadania do wykonania decyduje o wykorzystywanym narzędziu. Ważne, żeby spełniało standardy, a iPhone to robi. Damon Winter był już wcześniej laureatem nagrody Pulitzera. Paweł Okopień zapowiedział robienie reportaży iPhone’m, zaczął inaczej, ale może kiedyś, za coś też zdobędzie Pulitzera. Życzę tego jemu i sobie też, no i kilku innym osobom. A Grześkowi WordPress Photo, komuś coś jeszcze?

Ze zdjęciami mobilnymi jest jak z muzyką. Były źródła analogowe, pięknie brzmiące, lecz nie trwałe, zastąpiły ją źródła cyfrowe na płytach CD pięknie brzmiące, ale dzisiaj i od nich się odchodzi i tylko profesjonaliści dalej kupują fizyczne nośniki. W XXI wieku najbardziej popularnym nośnikiem muzyki został plik Mp3, skompresowany stratnie i nie oferujący jakości swoich poprzedników.

Były zdjęcia analogowe, piękne, lecz nietrwałe, zastąpiła je fotografia cyfrowa. I tak jak płyty CD oferują lepszą jakość od plików Mp3, tak lustrzanki oferują lepsze zdjęcia od tych wykonanych smartfonem. Mobilne zdjęcia są jak pliki muzyczne niskiej jakości, jednak są pliki muzyczne FLAC wysokiej jakości i jest też iPhone, taki FLAC wśród mobilnych zdjęć.

I jeszcze jedno, klątwa Key West. Mówi ona, że ktokolwiek postawi nogę na wyspie zawsze będzie chciał tam wrócić. Ja chcę i pewnie pan Canon również, tym razem tak, jak i ja, weźmie tylko iPhone’a.

Maksymilian Pijanowski

Źródło zdjęcia: digitalcinemafoundry.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>