Kocham Apple, ale moja miłość gnije; alternatywnie: Czy to plus, czy to minus?

Logo Apple z nadgryzieniem w kształcie profilu Steve'a Jobsa
To prawdziwa twarz Apple

Dlaczego dałem dwa tytuły dla tego wpisu? Bo boli mnie podwójnie. Pierwsza kwestia dotyczy tego, co ogólnie dzieje się z firmą Apple. Co prawda z komputerami Macintosh miałem do czynienia już na początku lat 90-tych, a pierwszy iPod zrobił na mnie wielkie wrażenie, to moja miłość do firmy Apple zaczęła się wraz z kupnem iPoda Nano pierwszej generacji w 2005 roku. Pielęgnowałem to uczucie przez kolejne lata, kolejne iPody, iPhone’y, MacBooki, iPady. Zamiast serduszek, w mych oczach świecił się symbol nadgryzionego jabłka. Ślub odbył się, gdy zacząłem słabiej widzieć, a moja Apple małżonka okazała się być ze względu na swoje funkcje ułatwień dostępu dla osób z dysfunkcją wzroku idealną partnerką. Miesiąc miodowy trwał do śmierci założyciela Apple, Steve’a Jobsa. Zaczęły się zgrzyty. Początkowo wmawiałem sobie, że jakoś to będzie, w końcu moja wybranka jest taka wspaniała, będzie dobrze. Wmawiałem sobie, że Jobs zostawił Apple w dobrych rękach, że plany rozwoju firmy sięgają wielu lat w przód, potknięcia zrzucałem na kark ogarnięcia się w nowej rzeczywistości bez Jobsa. Nastąpił jednak rok 2014, plany chyba się już skończyły. Teraz zastanawiam się czy kochałem Apple, czy raczej Apple Jobsa. Czy nadgryzione jabłko symbolizuje Apple bez Jobsa, czy też on był tym jabłkiem, a ten ugryziony kawałek to jest to, co zostało po nim i znikło? Oczywiście pewnych argumentów ortodoksyjnym miłośnikom Apple nie można odmówić, sprzedaż bije kolejne rekordy, dalej są to urządzenia z najwyższej półki, sam tak uważam. Ale półka skrzypi, skrzypi pod ciężarem własnej legendy. Od lidera wymaga się więcej niż tylko samego bycia na piedestale. Gdyby niedociągnięcia dotyczyły innej marki, obyłoby się bez rozgłosu. Co wzbudza większe zainteresowanie, zgrzyty z windy u Beyonce i Jay-Z, czy zgrzyty z entego piętra u państwa Kowalskich? Tu i tu mowa jest o rozwodzie, u mnie też pojawiły się takie myśli. Będzie to rozwód z orzeczeniem winy Apple.
Pominę niedociągnięcia z modeli iPhone’a 5 typu odpryskującej obudowy, pominę niedociągnięcia systemu iOS7, zajmę się sprawami bieżącymi, jakie pojawiły się wraz z nowym iPhonem6 i 6 plus oraz systemem iOS8. Najpierw ogólnie. Czy Steve Jobs podążałby za tym, co dyktuje konkurencja? Czy stworzyłby smartfon 5,5 calowy? Nie sądzę. Raczej stanąłby okoniem i zaprezentował iPhone’a Nano. Taki 3 calowy smartfonik, dlaczego nie? Czy pozwoliłby na to, by obiektyw kamery wystawał poza powierzchnię obudowy? Ktoś przynosząc mu taki projekt mógłby od razu mieć wykupiony bilet na lot do Korei, pod warunkiem, że od samej prędkości wylotu z biura Jobsa by tam nie doleciał. Czy wypuszczono by system tak niedopracowany, że przez rok od jego premiery użytkownicy będą służyć jako jego beta testerzy? Nie. Co by powiedział na wypuszczenie w jeden dzień update’u nowego systemu do wersji 8.0.1, która miała łatać błędy i cofnięcie go z powodu… nowych błędów, które update wprowadzał? Steve Jobs sam wziąłby rozwód z Apple wyrzucając ogryzek do kosza.
To ogólne problemy, a iPhony 6 i system iOS mamy dostępny dopiero od kilku dni.
Druga kwestia. Po premierze 9 września, mój początkowy zachwyt iPhonem 6 plus przygasł. Na matematyce uczyłem się, że plus i minus dają minus, próbowałem  to zakwestionować, nie wychodzi mi to. Znalazłem kilka minusów plusa, a matematyka to matematyka. Najważniejsza kwestia to jego gabaryty 158,1 mm wysokości x 77,8 mm szerokości x 7,1 mm grubości. Nic wam to nie mówi? Mnie też nie mówiło, póki nie wydrukowałem sobie iPhone’a o tej wielkości. Nie, nie mam drukarki 3D, zrobiłem sobie iPhone’a z papieru. Na dyskotece nim nie poszpanuję, ale dało mi to realne pojęcie o jego wielkości. I albo Apple ma zamiar sponsorować ligę NBA rozdając iPhony 6 plus koszykarzom albo ma słabość do pilotów telewizyjnych. O obsłudze jedną ręką, przeciętny użytkownik może zapomnieć, o wygodnym siadaniu z telefonem w kieszeni też. Dla potwierdzenia, według pierwszych nabywców, kilkugodzinne siedzenie z tym iUrządzeniem w kieszeni, spowodowało odkształcenie jego 7,1 mm obudowy, a nawet pęknięcia panelu LCD. I to wszystko w smartfonie za niemałe przecież pieniądze. Coś jeszcze na temat grubości? Telefon jest tak cienki, że, gdy leży na płaskiej powierzchni, ciężko go podnieść. Podobno pomaga w tym minimalnie… wystający z obudowy obiektyw kamery. Cóż, może nie doceniam jednak geniuszu Apple, może ten obiektyw wystaje właśnie w tym celu?
Ekran Retina HD – naprawdę bardzo się cieszę, pomimo, że nawet, gdybym widział, to ludzkie oko nie jest w stanie zarejestrować takiej gęstości pikseli. Problem jest jednak w czym innym, aplikacje preinstalowane, pochodzące od Apple wyglądają na tym ekranie naprawdę dobrze, natomiast nieudostępnienie deweloperom informacji o zmianach wielkości ekranów, powoduje, że te wyglądają co najmniej niespójnie i na ekranie tej wielkości oraz rozdzielczości na niedokładnie zrobione. Pomaga w tym przypadku włączenie przez wszystkich użytkowników funkcji przeznaczonej dla osób słabowidzących pod nazwą Zoom. Powiększa ona obraz na ekranie i aplikacje firm trzecich wyglądają lepiej. Jest jedno „ale”. Większy ekran równa się większej ilości treści na nim wyświetlanych, maili w skrzynce, treści wiadomości, stron internetowych i zakładek w przeglądarce. Włączając tryb Zoom, wracamy do ilości treści wyświetlanej przez 4 calowe iPhone’y 5/5s/5c. I po co nam w takim razie większy ekran? Wierzę, że deweloperzy jak najszybciej dostosują swoją ofertę do poprawnego wyświetlania na zwiększonych ekranach, jednak nie nastąpi to szybko we wszystkich przypadkach i tym sposobem sławna spójność systemu iOS bierze trochę w łeb. Steve, widzisz to i nie grzmisz?
W moim wpisie zaraz po konferencji prezentującej nowe iPhone’y 6 popełniłem błąd pisząc o wersji kolorystycznej smartfonów posh złoto-czarnej. Naprawdę jest to wersja złoto-biała, nie wygląda to już tak elegancko, więc cofam to, nie jest to wersja posh. To wersja kolorystycznie niedopracowana.
Ostatnie pytanie, gdzie następca modelu 5c? Czy Apple po cichu wycofał się z oferowania, tak reklamowanej w poprzednim roku kolorowej, plastikowej wersji iPhone’a? Ciekawi mnie nawet jego potencjalna nazwa – 6c czy raczej 5cs? CS jest skrótem używanym dla gazu łzawiącego, więc proponowałbym Apple to oznaczenie, bo aż płakać się chce patrząc na poczynania firmy z Cupertino. Kto wie, może iPhone 6 plus podzieli los modelu 5c i zniknie z półek w przyszłym roku? W tym momencie, poczynania Apple przypominają szamotaninę z własną legendą i gorączkowe poszukiwanie sposobu nie tyle na byciu trendsetterem, co na byciu za takiego uważanym. Mam nadzieję, że przynajmniej Apple Watch okaże się czymś wyjątkowym. Inaczej, moja gnijąca panno młoda, poszukam sobie Azjatki. And one more thing… Steve wróć!

Maksymilian Pijanowski

Źródło obrazka: moillusios.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>